13 czerwca 2026 roku odbył się zjazd absolwentów klasy IV B o profilu matematyczno-fizycznym z rocznika 1996-2000 Liceum Ogólnokształcącego im. Komisji Edukacji Narodowej w Dynowie.
Było to bardzo niezwykłe i wzruszające spotkanie po 26 latach od egzaminu maturalnego, w którym uczestniczyło 23 absolwentów z dawnej 31 osobowej klasy wraz z wychowawczynią Marią Kuszek.
Uczestnicy spotkania odbyli ,, wycieczkę" po szkole. Byli zaskoczeni pozytywnymi zmianami, na miarę współczesnych czasów.
Dużym sentymentem dla nich okazały się klasy, w których jeszcze raz mogli usiąść w szkolnych ławkach i wrócić do dawnych wspomnień, które dostarczyły im wiele wzruszeń.
Z uwagą i sentymentem wspominali wspaniały okres nie tylko nauki, ale i różnorodne imprezy szkolne , które rozwijały ich charakter i kształtowały osobowość.
Dalsza część spotkania odbyła się w restauracji Aleksandria w Dynowie, gdzie absolwenci dzielili się licznymi wspomnieniami sprzed wielu lat, a także opowiadali o swoich sukcesach zawodowych i rodzinnych. Chwile spędzone razem były okazją aby ożywić relacje i kontakty między sobą w przyszłości.
Atmosfera spotkania była pełna ciepła, żartów i wspomnień. To kolejne ich doświadczenie życiowe, które udowodniło, że więzi z dawnych lat są wciąż żywe.
A oto przebieg spotkania widziany oczami uczestników zjazdu- Marzeny Starzak i Krzysztofa Gałajdy:
Pewnej Joannie, w chwili ułamku, kiedy siedziała w dynowskim parku,
przyszła myśl lub pragnienie, lub tęsknota rzewna
( sama do końca nie była pewna)
jak by to było pięknie i miło spotkać się z tymi, z którymi łączyło tyle radości, smutków, problemów
podczas nauki w dynowskim liceum....
Potem olśnienie- nie do odparcia- zadzwonić do Leszka! Poszukać wsparcia!
I mimo obaw i serc trwożnych drżenia, podjęli próbę, a efekt- przekroczył marzenia!
Do Aleksandrii w czerwcowe popołudnie, z różnych stron świata przybyli tłumnie- belfrzy, aptekarze, bankowcy, rejenci, a łączy ich jedno-
ABITURIENCI LO w Dynowie roku pańskiego, milenijnego, 2000go!
Przybyła także Wychowawczyni, biologii i chemii klasy mistrzyni.
Piękna i zgrabna, na Niej modny ciuszek- dobrze Ją znacie, Pani Maria Kuszek!
Wręczono kwiaty wśród uprzejmości, Profesor sprawdziła listę obecności...
i blady strach padł na gości....
Czy mroczne wspomnienie znowu się spełni i Pani zacznie pytać ich z chemii?!
Nic takiego się nie zdarzyło, a ile wzruszeń i łez szczęścia było!
I rozmów miłych i wspomnień czar- jeden drugiemu jak cenny dar...
Potem ruszyli w mury swej szkoły, na korytarzu znów gwar wesoły
Niejedna łezka po twarzy ciecze... jak nierelane jest to ćwierćwiecze!
No i zagadki mieli też dawkę - kto którą kiedyś zajmował ławkę...
Największą furorę i zaskoczenie zrobiła sala gimnastyczna (kiedyś marzenie)...
Lecz o tym bez rymów i nowomowy opowie Krzysztof, nasz recenzent sportowy:...
....a teraz nowe skrzydło...powstałe w miejscu, w którym w słoneczne,wiosenne dni graliśmy w piłkę na bramki, w których nie było siatek. Często więc, po mocnym strzale, trzeba było przedostać się na teren rodzinnych ogródków działkowych i odnalezc piłkę wśród liści kapusty, sałatki czy innej czy rzodkiewki....
Ale wróćmy do teraźniejszości, która robi wrażenie piorunujące, to w tym miejscu widać jak ogromny krok do przodu zrobiło nasze LO. Sala gimnastyczna, która nie ma się czego wstydzić i śmiało mogłaby stawać w szranki o miano najpiękniejszej w konkursie miss, gdyby taki organizowano .
Tak całkiem serio, to nawet nieodległa stolica Podkarpacia nie ma ma wielu ładniejszych a jeśli dodamy do tego niezwykle funkcjonalną, nieźle wyposażoną siłownię oraz wisienkę na torcie w postaci stołu do bilarda - mamy obraz rodem niemalże z dobrej, zachodnio-europejskiej uczelni a nie małomiasteczkowej salki gimnastycznej, bez pryszniców i szatni z prawdziwego zdarzenia...
Ech szkoda, że nie mieliśmy okazji pograć na tej sali z chłopakami z naszego małego dreamteamu przeciwko chociażby naszemu największemu przeciwnikowi w tamtym czasie tj. drużynie dowodzonej przez dwóch wuefistow - jednego, który bez rozbiegu robił "wsady" i drugiego....- to już temat na oddzielną historię.... Teraz, po wyjściu, juz wiem, że te dyplomy za osiągnięcia sportowe,wiszące w hallu, prowadzącym do drzwi wejściowych, są wypadkową uzdolnionej - również sportowo - młodzieży oraz m.in. tego imponującego zaplecza sportowego. To dzięki m.in. takim miejscom, codzienna nauka potrafi być lżejsza a argumenty za spędzaniem wolnego czasu "na sporcie" stają się niezwykle mocne.